|
Ze trzy, cztery lata temu, na swój własny użytek wpadłam na pomysł sprawdzania własnych myśli. Na ile to co myślę o tym, jak inni reagują na mnie lub co ja myślę o innych ludziach - jacy są, trzyma się rzeczywistości. Osobisty eksperyment był dla mnie uczący, ponieważ część negatywnych myśli, które uważałam, że ludzie kierują do mnie lub stwierdzeń on/ona jest taki, było moim wymysłem. Sama miałam wtedy sporo negatywnych myśli o sobie i innych i łatwiej było spojrzeć na świat jako czarny i biały.
Chciałam innego świata wokół mnie.
Przy trudnych emocjonalnych sytuacjach zrobiłam założenie - "a może
mi się tylko tak wydaje". To czasem mnie prowadziło na manowce, gdyż
zakręcić się we własnych myślach można. Jednak to założenie otworzyło
mi furtkę do stwierdzenia, że czasem się mylę, jestem w błędzie. Natomiast uznanie własnych racji bezsprzecznie prowadziło do oddzielenia i
samotności.
Filozof Alfred Korzybski kiedyś powiedział "uważaj co do siebie mówisz, bo może się okazać, że słuchasz"
Utrzymanie negatywnych myśli na swój temat lub innych ludzi może
prowadzić do bezradności i zobojętnienia na świat. Pozorny brak
własnego wpływu na rzeczywistość zabiera chęci do życia, pozorny... bo wpływamy
świadomie czy podświadomie. Dlatego zależało mi bardzo na tym aby poznać siebie, jak myślę i czy to co myślę jest tylko moim wytworem, zniekształceniem, który jest skutkiem mojego przeszłego doświadczenia.
Bardzo mi się spodobało zobrazowanie tej sytuacji przez Christine Thomas w "Tajemnicach" - Jeżeli
emocje połączy się z obrazami myślowymi, to tak jak gdyby połączyło się
komórkę jajową z nasieniem. Zaczyna się tworzyć zarodek nowego życia,
które przyjdzie na ten świat, gdy dobiegnie końca właściwy okres
rozwoju w łonie. I stanie się rzeczywistością.
Umysł
jet twórcą wszystkiego. Jeżeli przylgniesz do jakiejś myśli z
dynamiczną siłą woli, w końcu przybierze ona fizyczną, zewnętrzną
postać. To słowa Paramahansa Yoganandy.
Pozdrawiam - Joasia
|